No dobra. Hanni – NIEnowa zagadka

Przyjmijmy do wiadomości, że jeżeli oznakowanie jest zrozumiałe dla zdecydowanej mniejszości kierowców, to należy wymienić miażdżącą większość. Bo to niedouczone polackie debile. Ok. Poproszę zatem o plan, jak tej wymiany dokonać i wyjaśnienie, że łatwiej wymienić społeczeństwo niż oznakować tak, żeby niedouczone polackie debile zrozumiały.

To zdjęcie już kiedyś wrzucałem:

http://img846.imageshack.us/img846/1828/imag0158qc.jpg

Słabo widać więc wyjaśnię. Najpierw jest tablica świetlna z wyświetlonym ograniczeniem do 30 km/h, a parę metrów potem po obydwu stronach jezdni zasadzone sa blaszki z ograniczeniem do 50 km/h.

Hanni, uprzejmie proszę o analizę oznakowania i odpowiednie paragrafy w celu przedłożenia ich sądowi jak już nie przyjmie się mandatu za jazdę szybciej niż 30 km/h. Tam dość często łapią, o czym donosiła prasa plując się jakie te polaczki to piraty i zabójcy mateczek z dziateczkami.



Optymisci wierza, ze swiat stoi przed nimi otworem. Pesymisci wiedza, gdzie ma ten otwor.

Re: Które pasy mogę zająć przy skręcaniu na rondz

piterek91 napisał:

> Zastanawia mnie tylko kwestia zmiany pasa ruchu, ponieważ ja nic takiego tutaj

> nie widzę, ja jadę swoim pasem on jedzie swoim i to on próbuje włączyć się do r

> uchu nie ja,

Błąd – on już jest w ruchu i nie próbuje się do niego włączyć (nawet zatrzymanie na czerwonym świetle nie wyłącza z ruchu, ale już zjechanie na pobocze, czy zatrzymanie się w celu wypuszczenia pasażera: TAK).

> więc nie wiem czemu mam mu ustępować pierwszeństwa. Biorąc pod uwa

> gę przytoczony artykuł to jeśli on by chciał to może skręcić z zewnętrznego pas

> a w lewo od razu na skrajny wewnętrzny i muszę go puścić? Przecież to bezsens.

> Poza tym trudno żebym patrzył w prawe lusterko kiedy skręcam w lewo.

Głowy bym sobie za to nie dał uciąć, ale ja bym jechał tak:

– z pasa pierwszego od lewej wjechałbym na pas również pierwszy od lewej (tutaj bezkolizyjnie) a potem ewentualnie zmieniałbym pasy w prawo (jeśli mnie wzrok nie myli, to można chyba na tym odcinku po skręcie zmienić pas tylko na prawy, a nie odwrotnie),

– z pasa drugiego od lewej zająłbym po skręcie prawy skrajny pas,

– pasy środkowe pozostawiłbym jako bufor…

Ale to tylko ja. Jak nie mam pewności kto ma pierwszeństwo – ustępuję pierwszeństwa. Jak wydaje mi się, że mam pewność, ale gość obok jedzie kursem kolizyjnym – to też staram się uniknąć kolizji. A jak mi nie pozwoli na to – to zawsze pozostaje zapis z kamerki…

Gdybym jednak miał postawić dolara przeciwko orzeszkowi, to na 90% obstawiałbym Twoją winę, jeślibyś z lewego skrajnego pasa zajął inny niż lewy skrajny powodując przy tym kolizję (na podstawie cytowanego przeze mnie artykułu): oba pasy umożliwiają jazdę w lewo – z dwóch robią się cztery, ten po prawej ma pierwszeństwo w przypadku zmiany pasa. Jeśli się mylę, to możesz podać inny paragraf, który by można było tutaj zastosować? Bo ten po prawej przytoczyłby właśnie ten.

Re: Światło dla pieszych na guzik, a bezpieczeńst

Ma to sens przy przejściach przez ruchliwe ulice, gdzie na podporządkowanej jest mały ruch.

Jeżeli pieszych nie ma, na głównej ulicy czerwone pali się krócej – te 1-2 pojazdy z podporządkowanej i tak zdążą wyjechać.

Tyle teorii, w praktyce jest to jak zwykle spierdzielone z następujących powodów:

1. Moment naciśnięcia przycisku – z niewiadomych powodów przycisk trzeba nacisnąć o wiele wcześniej niż nastąpi zmiana świateł dla pojazdów. I nie jest to 5 sekund wcześniej, lecz wyraźnie więcej. W efekcie pieszy naciska przycisk, samochody jadą przez przejście przez które zamierza przejść jeszcze jakiś czas, mają w końcu czerwone, zapala się zielone dla ruchu w kierunku gdzie chce iść pieszy, ale dla niego czerwone jest nadal – do kolejnego cyklu. Czyli uczymy pieszych olewania świateł – innego celu takiego działania nie może być.

2. To dotyczy przejść bez skrzyżowań. Jest pusto, pieszym świeci się czerwone od 15 minut. Podchodzi pieszy, naciska przycisk. Czeka kolejną minutę – a właściwie nie czeka, tylko przechodzi na czerwonym, bo nie widzi sensu czekania. Po minucie zapala się dla niego zielone i ew. samochody czekają na czerwonym przepuszczając wirtualnego pieszego.

A wystarczyłoby mierzyć czas nie od naciśnięcia przycisku, tylko od zapalenia się czerwonego dla pieszych i nie byłoby problemu.

3. Skrzyżowanie dróg, gdzie jest duży ruch pieszych i pojazdów, a natężenie ruchu jest podobne we wszystkich kierunkach – przyciski dla pieszych są tam bo są, a dzięki nim często widać tam pieszych przechodzących na czerwonym, również wtedy gdy dla ruchu prostopadłego jest zielone.

4. I trochę inna sytuacja, ale też ucząca pieszych że „czerwone – idź”.

www.youtube.com/watch?v=XvQXXxr1MgA



Habudzik napisał:

27.07.2007r. – „Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???”

www.youtube.com/results?search_query=fotoradar+stra%C5%BC+miejska

Re: Światło dla pieszych na guzik, a bezpieczeńst

emes-nju napisał:

> Czy ktoś potrafi mi wyjaśnić po jaka cholerę na skrzyżowaniach ze światłami rob

> i się guziki dla pieszych?

>

W tym samym celu w jakim rzuca się psu piłeczkę którą każe mu się przynieśC – tresura. Cel – sprawić żeby ludzie przestali myśleć a zaczęli tępo wykonywać. Już kilku takich wytresowanych mamy tu na tym forum. Programujący taką sygnalizację onanizują się gdy pali się jednocześnie czerwone dla wszystkich, to wg nich najbardziej pożądany stan. Albo są nieskończenie głupi i bez wyobraźni. Trzeciej możliwości nie ma.

Re: Wyprzedzanie rowerzysty

Wczoraj w radioodbiorniku wypowiadal sie policjant z drogowki. Mowil naturalnie o zblizajacym sie swiecie oraz utrudnieniach i zmianach w organizacji ruchu. Napomknal rowniez o czasowym zamykaniu ulic przylegajacych do cmentarzy. Zagadniety przez prowadzacego program o rowerzystkow, policjant powiedzial, ze rower podlega dokladnie takim samym regulacjom, jak kazdy inny pojazd na drogach. Prywatnie dodal, ze policja bedzie miala dosc roboty z niesfornymi kierowcami, wiec prawdopodobienstwo tego, ze rowerzysta zostanie ukarany za wjazd pod zakaz jest minimalne. Nie chce on jednak, aby to zdanie zabrzmialo, jak zacheta do lamania przepisow przez rowerzystow.

Reasumujac: rower to taki sam pojazd, jak jazdy inny. Uznaje zatem, ze pod zadnym pozorem nie mozna go wyprzedzac w obrebie ciaglej linni, jak dlugiej dla bezpieczenstwa by jej nie wymalowano. Jednak policja drogowa ma dosc roboty z radarami, aby mieli koncentrowac sie na wyprzedzaniu rowerzysty. Prywatnie dodam, ze nie chce nikogo zachecac do przekraczania linii ciaglej w celu wyprzedzenia rowerzysty. Nalezy miec bowiem swiadomosc, ze coraz wiecej kierowcow jezdzi tak, ze patrol z radarem nie ma nic do roboty, wiec nie bedzie przymykal oka na przekraczanie linii ciaglej…



Po ptokach. Beret sie sfilcowal… ZNOWU :))))

I niech tak juz zostanie.

Re: Trupów być nie musi…

> Ale „300” i „6 punktów” dla cipy, która mnie posłała w kołnierz ortopedyczny, a

> ciężarną kobietę do ortopedy (o trzech samochodach posłanych „przy okazji” na

> żyletki nie wspomnę) to już jawna kpina.

No czyli stłuczka to raczej nie była. Stłuczka to jest wtedy, gdy największym zmartwieniem jest konieczność 20 minutowego czekania na dodzwonienie się na infolinię ubezpieczyciela w celu zarejestrowania szkody.

Nie znasz trasy – zapłacisz mandat

Dojazd z Warszawy do Modlina przez Nowy Dwór ma wielką zaletę – da się zarobić na jadących za szybko kierowcach; na S7 nie bardzo.

A wracając do mandatów i znajomości drogi. W Polsce nie tylko znajomość topografii się liczy. Trzeba tez znać lokalne ograniczenia w ruchu. Np. na warszawskim moście Śląsko-Dąbrowskim w niektórych godzinach obowiązuje zakaz ruchu na kilkusetmetrowym kawałku (łatwej do znalezienia informacji o tym fakcie nie znajdziecie na www.zdm.waw.pl). Zdaje się, że są nawet znaki, choć przyznam się, że nie zauważyłem. No dobra. Są znaki, których „lektura” zmusza do zjazdu z jednej z warszawskich tranzytówek. Ok. Warszawiak, stając w megakorkach (bo „objazd” prowadzi przez… zalany niedawno tunel), sobie poradzi. A przyjezdny… zasili budżet Warszawy, bo „porządku” pilnują ofiarni straszacy miejscy. Wczoraj widziałem aż sześciu zatrzymanych. Każdy po pińcet… I tak codziennie, godzina za godziną, minuta za minutą…

Takie zamykanie kawałków dróg, to opłacany biznes (chyba nawet bardziej opłacalny niż puszczenie ruchu na lotnisko przez miasto, mimo że można po ekspresówce). Wystarczy wymyślić PROBLEM, którego nie ma (w tym miejscu przystanek tramwajowy jest w osi jezdni – w godzinach szczytu nie można jechać samochodem, żeby nie przeszkadzać pasażerom; zanim rozkopano Warszawę w celu budowy drugiej linii metra problemu nie było…), postawić zakaz i stacjonarny patrol :/



Optymisci wierza, ze swiat stoi przed nimi otworem. Pesymisci wiedza, gdzie ma ten otwor.

a rozumie pojecie analogi ?

samspade napisał:

> Czyli nasz nauczyciel zamontuje w swoim zelektryfikowanym punciaku na tylnym zd

> erzaku słupki betonowe w celu ochrony przed ślepymi i roztargnionymi?

chyba jednak nie rozumie



nawet jeżeli jest Twoja racja, to moja jest mojsza niz twojsza, bo tylko moja racja jest racja najmojsza

Re: Oznakowanie Polska vs Niemcy

klemens1 napisał:

> Zwraca uwagę fakt, że ktoś kto wystawił niemiecką tablicę, zrobił to nie w celu

> ochronienia dupy (zatwierdzone, kompletne i w ogóle trendy i maksymalnie facho

> we), lecz po to, żeby to miało jakiś sens.

W durzej liczbie przypadkow ww. „fakt” ma miejsce wylacznie w mitologii polskich forow internetowych. A rzeczywiste ograniczenia stawiane sa czesto na wyrost, bez sensu i uzasadnienia. Oraz jak najbardziej w celu chronienia dupy znakologa i operatora drogi.



Crannmer locut, causa finita est

Oznakowanie Polska vs Niemcy

www.tokfm.pl/Tokfm/1,102433,12508414,Chaos_na_znakach_drogowych__Polacy_maca_w_glowie_kierowcom_.html

Zwraca uwagę fakt, że ktoś kto wystawił niemiecką tablicę, zrobił to nie w celu ochronienia dupy (zatwierdzone, kompletne i w ogóle trendy i maksymalnie fachowe), lecz po to, żeby to miało jakiś sens. W polską tablicą jest dokładnie na odwrót.



Habudzik napisał:

27.07.2007r. – „Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???”

www.youtube.com/results?search_query=fotoradar+stra%C5%BC+miejska

Re: Łada 2107 – to już jest koniec

Gość portalu: asdfasd napisał(a):

> W Finlandii pełno wciąż jest ład na drogach. Łada była produkowana w Finladnii

> na licencji ZSRR ze względu na ustalenia po Wojnie Zimowej.

błąd!w Finlandii Łady przechodziły tzw lifting,czyli przywożono z sojuza auto z linii i wyrzucano wiele detali made in USRR i zamieniano na analogi zachodnie czy produkowane specjalnie w tym celu w Finlandii.

Nie wiem jak kto,a widzę że wielu się pluje,ale moje zdanie o Ładach(miałem kilka wersji)było zawsze pozytywne,z demoludów najlepszy samochód!

Wiem,ci co narzekają kupili rzęcha z obiegu po serwisie u Józka w garażu więc rozumiem ich.Sam swoją pierwszą „trójkę” kupiłem w takim stanie,co prawda stan mnie nie interesował bo akurat pracowałem na kontrakcie w ZSRR więc martwiłem się aby tylko dojechać nią na miejsce,a tam już z niej zrobiłem cacko za psie pieniądze za to z orginalnych części i przez fachowców I klasy jakimi byli ruscy mechanicy!Potem śmigałem nią do Polski i Rosji po kilka tysięcy kilometrów, bez obaw że stanę w trasie.Silnik 1300 mieściłem się w średniej 9l/100 a poldki (fiat nie mieścił się w konkurencji)wąchały mój dym z regularną zaciętością:)))Potem była „ósemka” a kupiłem ją od mechanika z serwisu Łady,pełny tuning!spoilery rzadkie w Rosji nie mówiąc o Polsce,silnik 1,3 roztoczony pod 1,4 z tłokami od „piatki”,golfy pierdziały za mną przy próbie wyprzedzania,co prawda na długich odcinkach raczej nie ryzykowałem wyścigów(jednak 4 biegi tylko),ale przy wyprzedzaniu np. ciężarówki,golf III siedział mi na bagażniku, widziałem jego malejąca sylwetkę w lusterku:)))długo chłoptaś się męczył dopóki nie wjechaliśmy na wtedy starą A4 do Wrocławia,tu już go puściłem:)))

Była też „dziewiątka” 1,5,ale już nie to co „ósemka”!?!?

A więc wszystko zależy od tego kto użytkował,często ludzie mają kasę na kupno,ale na porządny serwis już nie,no i żyłują do oporu potem rzęcha sprzedają kolejnemu gołodupcowi co myśli że złapał Boga za nogi,a tu okazało się że już nie ma czym jeździć.

Aha,pamietam że jak mówiłem iż moja „ósemka” spala 8-9l to właściciele takich samych z silnikiem 1,3 pukali się w czoło,oni poniżej 10-11 nie schodzili,nie chciałem ich dobijać tym że mój miał rzeczywistą pojemność 1,4 bo już by mnie pobili że z nich wariatów robię:)))



Panika i nadgorliwość są gorsze od faszyzmu.

Re: Uważam, że powinno być tak

> W międzyczasie temu panu się zemrze albo co gorsza okaże się niewypłacalny, upr

> zednio przepisawszy cały swój majątek żonie, z którą ma rozdzielność majątkową.

> I co wtedy?

Zapis żonie chyba można podważyć, jeśli było to w celu uniknięcia spłaty zobowiązań. Zresztą i tak z tym powinien się pałować już ubezpieczyciel OC krzywego ryja. Oni już go wydoją albo znajdą po cichu Gerarda 😉

ADR

Wszystko o kursach ADR dla kierowców

Aby zdobyć zaświadczenie ADR, które pozwala przewozić materiały niebezpieczne.

W celu jego otrzymania należy ukończyć z wynikiem pozytywnym kurs ADR oraz należy mieć ukończone 21 lat i spełniać wymagania określone w odpowiednich przepisach ustawy o transporcie drogowym i ustawy prawo o ruchu drogowym.

W roku poprzedzającym datę upływu ważności zaświadczenia ADR, należy ukończyć kurs dokształcający ADR. Jeżeli kurs zostanie ukończony z wynikiem pozytywnym to ważność zaświadczenia ADR zostanie przedłużona, lub zostanie wydane nowe zaświadczenie ważne przez następne 5 lat. Egzamin obejmuje znajomość odpowiednich przepisów oraz wiedzy na temat postępowania z towarami niebezpiecznymi, a w szczególności z przyczyn wypadków, działań zapobiegawczych oraz czynności podejmowanych po wypadku.

Kurs ADR składa się z szkolenia podstawowego w zakresie przewozu towarów niebezpiecznych wszystkich klas (takich jak: gazy, materiały ciekłe zapalne, materiały stałe zapalne, materiały samozapalne, materiały wytwarzające w zetknięciu z wodą gazy zapalne, materiały utleniające, nadtlenki organiczne, materiały trujące, materiały zakaźne, materiały promieniotwórcze, materiały żrące, różne materiały i przedmioty niebezpieczne). Szkolenie podstawowe trwa co najmniej 24 godziny lekcyjne. Aby móc przewozić towary niebezpieczne w cysternach należy ukończyć szkolenie specjalistyczne trwający co najmniej 16 godzin lekcyjnych. Szkolenie specjalistyczne trwające po 8 godzin lekcyjnych wymagane są do przewozu towarów niebezpiecznych klasy 1 i 7 (klasa 1 materiałów niebezpiecznych to materiały i przedmioty wybuchowe, a klasa 7 to materiały promieniotwórcze).

Po 5 latach należy odbyć szkolenie dokształcające ADR, który trwa już krócej i tak odpowiednio: szkolenie podstawowe trwa co najmniej 16 godzin lekcyjnych, szkolenie specjalistyczne dotyczący przewozu towarów niebezpiecznych w cysternach trwa co najmniej 8 godzin lekcyjnych, specjalistyczne wymagane przy przewozie towarów niebezpiecznych klasy 1 i 7 trwają co najmniej po 5 godzin lekcyjnych każdy.

Przed podjęciem decyzji należy zapoznać się z aktualnymi przepisami prawa.

Cena ADR

Re: Klopot z Funduszem,wazne

No to sie już wyjaśnia.

UFG nie tylko działa przy kolizji.

UFG sam wykrywa nieubezpieczonych kierowców

Prawie 1,8 tysiąca nieubezpieczonych kierowców zidentyfikował w tym roku Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny – dzięki nowemu programowi, który wykrywa przerwy w ubezpieczeniu OC posiadaczy pojazdów mechanicznych. Fundusz wykorzystuje w tym celu dane z największej w Polsce bazy polis komunikacyjnych. – Wiele osób jest zaskoczonych skąd wiemy o tym, że nie mieli OC, skoro nie kontrolowała ich policja – mówi Elżbieta Wanat-Połeć, prezes UFG. – Tymczasem od początku roku Fundusz uruchomił nowe narzędzie, które monitoruje bazę polis komunikacyjnych i wykrywa przerwy w ubezpieczeniu danego pojazdu – dodaje. UFG jest administratorem bazy danych, w której znajduje się ponad 200 mln rekordów o sprzedanych ubezpieczeniach OC i autocasco (również w latach poprzednich). Ubezpieczyciele zobowiązani są w ciągu maksymalnie dwóch tygodni od daty sprzedaży polisy, przesłać informacje o tym do Ośrodka Informacji (OI) Funduszu.

więc to pewnie była kwesta czasu.

OC to wasz obowiązek.



Najpopularniejszy blog motoryzacyjny na gazeta.pl

Re: a piesi znają?

tiges_wiz napisał:

> Art. 14. Zabrania się:

>

> 1. wchodzenia na jezdnię:

> a. bezpośrednio przed jadący pojazd, w tym również na przejściu dla pieszych,

> b. spoza pojazdu lub innej przeszkody ograniczającej widoczność drogi;

Jeśli wersja z ominięciem pojazdu który zatrzymał się w celu przepuszczenia pieszego jest prawdziwa, to mamy do czynienia z inną sytuacją.