Dość tej reklamy ASO

stuntman-mark napisał:

> w autoryzowanych punktach zawsze mozna liczyć na różnego radzaju promocję i jeś

> li wiemy kiedy i jaka promocja będzie obowiązywała możemy całkiem sporo zaoszcz

> ędzic

W autoryzowanych stacjach obsługi, po tym, jak już szczęśliwie minie nam gwarancja liczyć możemy co najwyżej na:

1. 100% wyższy koszt robocizny w porównaniu z warsztatem z prawdziwego zdarzenia i 300% wyższy w porównaniu z warsztatem „pana Heńka”

2. 200% marży na części, w porównaniu z cenami w sklepach (i to cenami dla „człenia z ulicy” a nie znajomego z warsztatu, czy też „pana Henia”, którzy w takim sklepie mają wysokie zniżki)

3. Niedoszkoloną, lub właśnie szkoloną obsługę. Bo w ASO pracować będzie tylko taki mechanik, któremu zwisać będzie to, że mógłby gdziekolwiek indziej zarobić dwa razy tyle. Czyli albo bardzo cienki Bolek, albo uczeń.

4. Promocje! Tak. Promocje! Bo pan Zdzisio z 10-ma uczniami pod pachnącym potem skrzydłem musi coś robić, pomiędzy pierdzeniem w stołek i przeglądami aut na gwarancji. Tak więc by wszystkim Zdzisiom w salonach danej marki choć trochę mniej się nudziło, wymyślono akcje serwisowe… bo a nóż-widelec jakiś frajer się skusi (najbardziej irytujące są promocje chińskiego Geely [podobno kiedyś Volvo] i Renault – Mercedes i VW to przy nich, jakkolwiek nadal irytujący, wzór do naśladowania).



Jednym z najmilszych doświadczeń w życiu jest być celem, nie będąc trafionym (W.Churchill)